Notatka z wtorku, dwudziesta trzecia dziesięć, pisana na kolanie, bo zaraz mi się zleje z tym, co mam w głowie, a nie chcę, żeby mi umknęło. Nazywam się Tomek, mam trzydzieści siedem lat i od półtora roku jestem ojcem w domu, bo żona wróciła do pracy po macierzyńskim, a ja zostałem z małym na głowie. I nie, nie jest to takie urocze, jak piszą w tych wszystkich poradnikach dla tatusiów, gdzie facet w fartuchu piecze chleb i uśmiecha się do obiektywu. Rzeczywistość wygląda tak, że o siódmej rano próbuję wcisnąć w dziecko kaszkę, która ląduje na podłodze, na mojej koszulce i we włosach, a potem przez resztę dnia biegam za tym małym diabłem po całym mieszkaniu, które śmierdzi mlekiem, proszkiem do prania i tą dziwną wonią pieluch, do której nigdy się nie przyzwyczaisz. Na stole w kuchni leży sterta prasowania, której nie mam siły dotknąć, obok kubek po kawie z wczoraj, w którym została fusowata maź, i talerz z resztką kanapki z pasztetem, którą zjadłem jedną ręką, trzymając w drugiej dziecko, które właśnie próbowało zjeść kabel od ładowarki.
I właśnie w środku takiego dnia, w czwartek po południu, kiedy mały wreszcie zasnął, a ja padłem na kanapę z telefonem w ręku i nawet nie miałem siły przewijać tych wszystkich rolek, trafiłem na coś, co mnie zatrzymało. Jakiś facet, mniej więcej w moim wieku, opowiadał, jak w przerwie między jednym a drugim przewijaniem wszedł na chwilę do kasyna online i wygrał na nowy wózek dla dziecka. Patrzę na to i myślę: dobra, jasne, a ja jestem Batman. Przewijam dalej, ale coś mnie gryzie, bo przecież ja siedzę w domu od półtora roku, mój świat zwężył się do kuchni, pokoju dziecinnego i balkonu, na którym wieszam pranie, i czasem mam wrażenie, że zapomniałem, jak to jest robić coś dla siebie. Więc kiedy mały spał, a ja siedziałem w tej ciszy, w której słychać tylko tykanie zegara i buczenie lodówki, pomyślałem sobie: a co mi szkodzi sprawdzić. Nie z chciwości, nie z desperacji, tylko z ciekawości, bo przecież facet, który od półtora roku nie wyszedł z domu bez pieluchy w kieszeni, ma prawo raz na jakiś czas zrobić coś, czego się nie planuje.
Więc wszedłem. Zarejestrowałem się, wpłaciłem dwadzieścia złotych, które znalazłem w kurtce zimowej, tej z kieszeni, w której zawsze zostają jakieś drobne i bilety z kina sprzed roku. I przez pierwsze pół godziny szło mi jak po grudzie. Wszystko szło nie tak, raz po raz traciłem po parę złotych, patrzyłem na ten licznik i myślałem: no dobra, Tomek, dokładnie tak, jak myślałeś, to nie dla ciebie, wracaj do prasowania. A wtedy, w tym momencie zwątpienia, mały się obudził i zaczął płakać, więc odłożyłem telefon, poszedłem do niego, przewinąłem go, dałem mu mleko, a potem przez następne pół godziny nosiłem go na rękach po pokoju, bo nie chciał zasnąć inaczej, i wtedy dotarło do mnie, że to, co robię, to nie jest żadna poważna gra, tylko chwila dla siebie w środku dnia, który do mnie nie należy. I kiedy wreszcie go odłożyłem, wróciłem do telefonu i postanowiłem zagrać jeszcze raz, spokojnie, bez pośpiechu, tak jak podchodzę do składania prania – najpierw sortuję, potem składam, a nie odwrotnie.
I wtedy, stary, wtedy się zaczęło. Bo ja nie jestem człowiekiem, który wierzy w szczęście. Ja wierzę w to, że jak dziecko śpi, to trzeba korzystać, i w to, że jak w pralce zostanie skarpetka, to na pewno zniknie. A tu nagle, po paru kliknięciach, patrzę, a na koncie mam więcej, niż wpłaciłem. Nie jakieś miliony, nie fortuna, ale suma, która spokojnie pokryje mi zakupy na cały tydzień i jeszcze zostanie na nowy smoczek, bo ten stary już się rozciągnął. Siedziałem na tej kanapie i gapiłem się w telefon jak głupi, a obok mnie na podłodze leżał kocyk z misiem, ten, który mały zawsze ciągnie za sobą po całym mieszkaniu, i pomyślałem, że chyba zwariowałem, bo gadam do kocyka, żeby mi powiedział, czy to się dzieje naprawdę. I wtedy, w tym momencie, przyszedł ten drugi moment zwątpienia, ten, o którym mówi się „a nie rozvod li”. Bo ja mam w głowie taki mały głosik, który zawsze mówi: Tomek, jak coś jest za dobre, to na pewno jest nieprawdziwe. Więc zacząłem czytać, sprawdzać, czy wypłata dojdzie, czy nie zniknie, czy nie trzeba czekać tygodniami. I w środku tego całego sprawdzania, przy trzeciej kawie i drugiej kanapce z pasztetem, dotarło do mnie, że vavada casino online, w którym się znalazłem, to nie jest jakiś tam szemrany kącik internetu, tylko miejsce, gdzie można się rozejrzeć bez tego całego poczucia, że zaraz cię oszukają. Bo ja jestem z tych, co to zawsze sprawdzają dwa razy, czytają regulaminy od deski do deski i szukają haczyka. A tu wszystko było jasne, napisane po ludzku, bez tych wszystkich gwiazdek i drobnego druczku, od którego bolą oczy.
A potem, w piątek, przyszła do mnie teściowa. Normalnie bym się spiął, bo teściowa to teściowa, ale tego dnia przyszła z siatką jabłek z działki i powiedziała, że zostanie z małym przez dwie godziny, a ja mam iść i zrobić coś dla siebie. I wiecie co, stary? Ta jedna siatka jabłek i te dwie godziny zrobiły mi więcej niż wszystkie te regulaminy razem wzięte. Wyszedłem z domu, poszedłem do kawiarni na rogu, zamówiłem kawę i siedziałem przy stoliku pod oknem, patrząc na ludzi, którzy gdzieś idą, i przez chwilę poczułem się jak człowiek, a nie jak maszyna do przewijania i noszenia na rękach. A kiedy wróciłem do domu, teściowa powiedziała, że mały spał cały czas i że jest grzeczny, i wtedy pomyślałem, że może jednak nie jestem takim złym ojcem, jak mi się czasem wydaje.
A w sobotę pieniądze przyszły. Normalnie, na konto, bez żadnych ceregieli. I wtedy poczułem coś, czego dawno nie czułem – nie euforię, nie chęć, żeby zaraz znowu zagrać, tylko taką cichą, nieporadną radość, że coś mi się udało. Bo ja, powiem ci szczerze, ostatnio miałem wrażenie, że wszystko robię na pół gwizdka – dom, dziecko, siebie. A tu nagle, w środku tego całego bałaganu, w którym na krześle leży sterta pieluch, w zlewie stoją dwa kubki po kawie, a w głowie lista rzeczy do zrobienia na najbliższy tydzień, coś się udało. I to nie dlatego, że jestem mądry, czy pracowity, czy cokolwiek – po prostu tak wyszło. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Bo ja nie muszę się z tego tłumaczyć ani nikomu udowadniać, że to nie był przypadek. Po prostu wiem, że
vavada casino online
to miejsce, w którym czasem można na chwilę zapomnieć o tym, że jutro znowu trzeba wstać o szóstej i zrobić kaszkę, i że to nie jest żadna filozofia, tylko zwykła chwila dla siebie. Wypłaciłem resztę, zamknąłem laptopa, nastawiłem pranie i poszedłem spać. A rano, jak wstałem, to pierwsze, co zrobiłem, to spojrzałem na ten kubek po kawie z wczoraj i pomyślałem: dobra, Tomek, może i jesteś zmęczonym ojcem w domu po dziwnym tygodniu, ale przynajmniej raz na jakiś czas los się do ciebie uśmiechnie. A jak chcesz spróbować sam, to wejdź na vavada, wpisz kod, usiądź wygodnie i daj sobie chwilę. Tylko pamiętaj, żeby nie traktować tego jak planu na życie, bo to nie jest. To jest po prostu przypadek, który może się zdarzyć, i tyle. A teraz przepraszam, bo muszę iść do małego, bo właśnie się obudził i woła, a ja obiecałem sobie, że tym razem to ja mu poczytam książeczkę, a nie teściowa.